Marcin Chojnacki (Milkshake Bar)
O autentycznym vibe’ie amerykańskiego dineru, o wyższości dobrego deseru nad porządną porcją mięsa, o niezbędnych do życia socialach i wartościach zaszczepianych teamowi, mówi Marcin Chojnacki, właściciel Milkshake Baru w Słupsku i Rowach.
Jak wyglądała droga od pomysłu do otwarcia Milkshake Baru? Czy wcześniej pracowałeś w gastronomii lub prowadziłeś już własny lokal?
Zanim otworzyliśmy naszą restaurację, przez wiele lat podróżowaliśmy i pracowaliśmy w różnych miejscach na świecie. Nasza przygoda zaczęła się od Stanów Zjednoczonych, dokąd z moją żoną wyjechaliśmy zaraz po studiach. To właśnie w Stanach zdobywaliśmy nasze pierwsze doświadczenia gastronomiczne, to tam zafascynowaliśmy się niesamowitym klimatem, jaki tworzy się w dinerach. W następnych latach zdobywaliśmy doświadczenie w restauracjach londyńskich… I tak, w trakcie kolejnych wyjazdów, kiełkował w nas pomysł na stworzenie naszego miejsca.
Czyli pomysł na american diner był naturalną inspiracją z podróży…
Wiedzieliśmy już, że finalnie dążymy do uruchomienia restauracji typu diner. Takiej zwykłej, normalnej, jak z amerykańskich miast. Z dobrym jedzeniem i przyjazną atmosferą. Miejsce, do którego chce się wracać. Wciąż mam w pamięci specyficzny klimat takich miejsc – obsługę doskonale znającą konsumentów, stałych bywalców tworzących rodzaj wspólnoty, nierzadko dosiadających się do zajętych już stolików... Szczęśliwie to wszystko udało się odtworzyć w naszym miejscu.
Amerykańska kuchnia często bywa kojarzona z fast foodem i niższą jakością. Jak przełamujecie ten stereotyp w Milkshake Barze?
Kiedy otwieraliśmy naszą restaurację, musieliśmy poświęcić dużo czasu na przekonywanie naszych gości, że niezależnie od serwowanych dań, nie jesteśmy fast foodem. Przez pierwsze lata mieliśmy otwartą kuchnię, żeby każdy mógł zobaczyć, że to, co serwujemy, jest prawdziwe, tworzone od podstaw, a nie z gotowych półproduktów. Dobre BBQ wymaga jakości i wielu godzin przygotowań – sos gotujemy przez kilka dni, a mięso przyprawiamy naszymi autorskimi mieszankami i marynujemy przez co najmniej dobę przed wydaniem. Teraz nie musimy już udowadniać naszym gościom, że to, co dostają na talerzach, jest autentycznym jedzeniem, powstającym u nas od pomysłu po plating.
Jesteście bardzo aktywni w mediach społecznościowych, zgromadziliście spore grono obserwujących. Jak dużą rolę odgrywają dziś, twoim zdaniem, social media w prowadzeniu lokalu gastronomicznego?
Nasza aktywność w social mediach to nie tylko jedzenie! Współpracujemy z wieloma podmiotami i wspieramy różne lokalne inicjatywy kulturalno-sportowe, z drużyną koszykówki włącznie. Przez lata działania w mediach społecznościowych zgromadziliśmy wielu znajomych i obserwatorów. Zdecydowanie jest to forma reklamy, promocji naszego miejsca, pozytywnie przekładająca się na odbiór tego, co robimy. Nasza pozycja na lokalnym rynku jest ugruntowana, ale bez mediów społecznościowych trudno jest obecnie funkcjonować, nie mówiąc o rozwoju.
Patrząc na wasze posty, odnosi się wrażenie, że atmosfera w zespole jest wyśmienita. Czy rzeczywiście jest tak na co dzień?
Milkshake Bar jest tworzony dla ludzi przez ludzi. Nasz zespół doskonale rozumie tę filozofię. Od samego początku staraliśmy się w nim zaszczepić nasz sposób postrzegania rzeczywistości. Podstawowa zasada: obsługuj tak, jak sam(a) chciał(a)byś być obsłużony(-na). Staramy się też nie mówić, że ktoś dla nas pracuje, tylko że z nami współpracuje – chcemy, by nasi ludzie mieli poczucie, że to, co robią, robią dla siebie. Wtedy robią to najlepiej. Od wielu lat pracują z nami te same osoby, a te, które postanowiły robić w życiu coś innego, pozostają w naszej Milkowej rodzinie. Zawsze tłumaczymy naszym współpracownikom, że doświadczenia z tego miejsca mogą mieć pozytywne przełożenie na ich inne życiowe wybory. Miłe są odwiedziny – kiedy zagląda do nas ktoś, kto wcześniej współtworzył nasze miejsce. Pojawiają się wspólne wspomnienia, żarty i tęsknota za czasami, gdy Milkshake Bar był tylko jeden (zaczęło się nad samym morzem, lokal w Słupsku powstał jako drugi – przyp. red.) i miał dwanaście metrów kwadratowych.
Masz swoje ulubione danie, którego nigdy nie pozwoliłbyś usunąć z karty?
Jestem lodziarzem pospolitym! Uwielbiam jeść i wymyślać desery! Milkshake Bar to nie tylko lokal z wytrawną kuchnią, to również – a może przede wszystkim, jak sama nazwa wskazuje – desery. Gdybym miał z czegoś zrezygnować, to byłyby to mięso i ściśle związany z nim grill. Moimi ulubionymi pozycjami w naszym menu niezmiennie pozostają koktajle lodowe z różnymi dodatkami. Nie ma Milkshake Baru bez shake’a!
A jednak – wybacz ;) – wrócimy do karty wytrawnej… Specjalizujecie się w amerykańskich klasykach i Tex-Mex. Często zdarza wam się wprowadzać nowości lub propozycje sezonowe?
W naszym menu rzeczywiście są dania klasycznie typowe dla dinera – Tex-Mex, burgery, steki i żeberka. Kuchnia amerykańska ma jednak bardzo dużo odniesień sięgających daleko poza Meksyk, to inspiracje praktycznie z całego świata, smaki wzajemnie się przenikają… My też się tego nie boimy. A sezonowość jest w kuchni oczywista. Latem dominują dania lekkie z dużą ilością warzyw i owoców, a zimą takie z większą zawartością tłuszczu – nośnika treściwszych smaków i aromatów.
Jakie są największe wyzwania w prowadzeniu restauracji w mniejszym mieście?
Podstawowe wyzwanie, przed jakim stawia nas codzienność, to ciągła walka o zadowolonego konsumenta. W miastach takich jak Słupsk trudno w restauracji o przypadkowego gościa. Zwłaszcza poza sezonem letnim, bo jednak bliskość Słupska do miejscowości nadmorskich zwiększa ruch w okresie wakacyjnym. Poza tym od prawie dwóch lat zmagamy się z dużymi utrudnieniami spowodowanymi remontami infrastruktury kolejowej – nasza restauracja jest odcięta od części miasta, co wyraźnie wpływa na ruch w naszym miejscu, szczególnie w godzinach szczytu. Musimy więc dostosowywać się do sytuacji, wprowadzając dodatkowe usługi. Ostatnio uruchomiliśmy sklep internetowy z wirtualną restauracją i powoli zaczyna on przynosić zamierzone efekty.
W Słupsku znajdziemy kilka miejsc z kuchnią amerykańską i burgerami. Co wyróżnia Milkshake Bar na tle konkurencji?
Nie jestem najlepiej poinformowany, bo raczej nie rozglądam się po okolicy i nie do końca znam naszą konkurencję. Nigdy nie obserwuję sąsiadów, a inspiracji szukam raczej za oceanem. W Milkshake Barze zawsze staramy się realizować nasze cele, nie sugerując się tym, co się dzieje poza nami. Daje nam to spokój i większą higienę życia. Zdecydowanie wyróżnia nas oferta deserowa – to jest Milkshake Bar! Tworzymy tu amerykańskie desery, które wyróżniają nas nie tylko w Słupsku!
Gdybyś miał jednym zdaniem opisać klimat Milkshake Baru komuś, kto nigdy u was nie był, jak by ono brzmiało?
Klimat w Milkshake Barze jest niepowtarzalny. I tworzymy go wszyscy! Nowoczesny luz, radość chwili, stali goście witający się ze znajomymi przy innych stolikach, spotkania towarzyskie i biznesowe – od porannej kawy, po kieliszek wina wieczorem... Żadnych złych emocji, tylko uśmiech, dobra energia.
Masz dalsze plany na rozwój Milkshake Baru – nowe lokalizacje, zmiany w koncepcji, rozszerzenie menu?
Milkshake Bar to dwie lokalizacje! Od roku 2006 w każdym sezonie letnim jesteśmy w Rowach, tuż przy plaży. Lokal w Słupsku działa od roku 2014. Pomysłów na następne lata jest wiele, podejrzewam, że nie wszystkie doczekają się realizacji, niektóre pozostaną naszymi fantazjami. Ale wizje trzeba mieć, to one napędzają do działania. Pewne jest to, że właśnie pracujemy nad rozbudową oferty naszego sezonowego, typowo deserowego Milka nadmorskiego o dania wytrawne. Żeby menu w obu miejscach było spójne. I oczywiście wciąż, z tą samą energią, będziemy pracować na jeden, wyjątkowy Milkowy klimat – to dla nas szczególnie ważne.